06.02.2017

Rozdział 14.

Madeline była już pod drzwiami gabinetu profesora Snape'a. Nie wiedziała jak rozpocząć tą konserwację, na którą sama się zdecydowała. Westchnęła i zapukała do drzwi. Po chwili ktoś otworzył jej drzwi. Był to wspomniany wcześniej profesor od eliksirów.
— Blackwood, co ty tu robisz? Nie powinnaś siedzieć i uczyć się na egzaminów na teleportację? — mężczyzna był zdziwiony, że dziewczyna przyszła.
— Chciałam z tobą porozmawiać, chyba że nie masz czasu to ja pójdę.
— Nie, mam czas na konserwację, Blackwood. Wejdź.
Rudowłosa skinęła głową i weszła do gabinetu mężczyzny. Usiadła na ciemnozielonym fotelu, naprzeciwko biurka, za którym usiadł Naczelny Postrach Hogwartu.
— O czym chciałaś porozmawiać? — zapytał Snape, zapalając papierosa. Wiedział, że dziewczyna ich nie znosi.
— O naszej relacji. Czy dla ciebie coś znaczę? Chyba nie, skoro palisz przy mnie te cholerne papierosy.
— Nic dla mnie nie znaczysz. Byłaś tylko kaprysem mojego ciała, który potrzebował bliskości.
Te słowa zabolały dziewczynę. Przecież wcześniej mówił, że była dla niego ważna. Ale myliła się.
— Było warto dawać durną i głupią nadzieję znienawidzonej uczennicy, która jest córką twojego najlepszego przyjaciela? — nagle zapytała, chcąc powstrzymać łzy, które zaczęły się gromadzić w jej zielonych oczach.
— Tak, było warto. A teraz, jeśli łaska wynoś się stąd. — syknął Snape.
— Nie musisz mnie wyganiać. Pójdę z wielką chęcią. — odparła dziewczyna, odwracając się. Nie powstrzymała swoich łez. Niemal wybiegła z pomieszczenia. Zatrzymała się obok Wielkiej Sali, która już dawno była pusta. Gryfonka cicho płakała. Nie mogła uwierzyć, w to co się wydarzyło w gabinecie.
Chciała zapomnieć o bólu jej serca i o Severusie Snape'ie, który zranił ją w najgorszy sposób.
Chciała po prostu zapomnieć o mężczyźnie, którego kochała, mino że ją zranił.

|*|

Kilka miesięcy później.

— Na pewno chcesz wyjechać? Berlin jest bardzo daleko od Londynu. — powiedział Daniel, patrząc z Sarah, jak rudowłosa dziewczyna pakowała swoje rzeczy do brązowej walizki.
— Tak, chcę wyjechać. — odparła panna Blackwood, zamykając torbę.
Dzisiaj była Gryfonka, która tydzień temu ukończyła szkołę, postanowiła wyjechać. Nie poinformowała nikogo o swoim wyjeździe, nawet nie powiedziała nic swojemu przyjacielowi, Williamowi Weasley'owi. Tylko matka i dziadek dziewczyny wiedzieli o podróży absolwentki Hogwartu. Ale nie wiedzieli, jaki jest powód tego wyjazdu.
— Mogę wam obiecać, że wrócę. — powiedziała Madeline, gdy już czekała z jedyną rodziną na samolot do Berlina.
— Trzymamy cię za słowo, Mad. — odparła matka byłej wychowanki Gryffindoru.
Gdy była już na swoim miejscu przy oknie w samolocie, spojrzała przez nie. Zobaczyła postać ubraną na czarno. Przez chwilę myślała, że to był Severus Snape, jednak to był zwykły przechodzień, który lubił chodzić na czarno. Po chwili samolot uniósł się w górę i widziała, jak lotnisko w Londynie zniknęło za chmurami. Dziewczyna miała nadzieję, że nikt jej nie skrzywdzi, tak jak jej były nauczyciel eliksirów, którego mino wszystko kochała.
Po kilku godzinach Madeline była w swoim mieszkaniu, które wynajęła jeszcze w Londynie.
W końcu zacznie nowe życie bez zapisanej karty, którą posiadała w stolicy Wielkiej Brytanii.

|*|

Rudowłosa dziewczyna wstała z łózka i podeszła do okna, gdzie ujrzała piękno stolicy Niemiec. Uśmiechnęła się na ten widok i zaczęła iść w stronę szafy. Wybrała dzisiaj ciemnoszarą sukienkę sięgającą do kolan, czarną marynarkę oraz czarne pięciocentymetrowe szpilki na platformie. Młoda kobieta dzisiaj miała spotkanie z niemieckim Ministrem Magii, który miał dla niej ciekawą ofertę pracy. Panna Blackwood wyszła z mieszkania i zaczęła iść w stronę niemieckiego Ministerstwa Magii. Miała nadzieję, że dostanie jakikolwiek zawód, by zając myśli o Severusie. Po kilkunastu minutach dziewczyna czekała na Ministra w jego gabinecie.
— Nie teraz, Sophie. Mam teraz ważne spotkanie. Odezwę się, jak tylko je skończę. — usłyszłała angielszczyznę z niemieckim akcentem.
Po chwili do pomieszczenia wszedł młody mężczyzna. Miał na sobie ciemnozieloną koszulę, która była wpuszczona w brązowe jeansy. Na stopach miał męskie pantofle. Madeline z grzeczności wstała.
— Dzień dobry, nazywam się Madeline Blackwood i przyszłam na spotkanie. — powiedziała dziewczyna, wyciągając prawą rękę.
Mężczyzna wziął dłoń rudowłosej i pocałował ją.
— Miło mi, panno Blackwood. Jestem Hans Miller, niemiecki Minister Magii. Więc szuka pani pracy, prawda? — odparł, siadając na swoim miejscu.
— Zgadza się, panie Miller. Czy coś pan dla mnie ma? — powiedziała, powtarzając ruch mężczyzny.
— Oczywiście, że tak, panno Blackwood. Obecnie poszukujemy łamacza zaklęć oraz niewymownego w Departamencie Tajemnic. — zaproponował mężczyzna, patrząc na twarz dziewczyny.
— Odpowiada mi łamacz zaklęć, panie Miller. — odparła była Gryfonka.
— Tak przeczuwałem. Widzę, że miała pani dobre wyniki z zaklęć, więc z przyjemnością dam pani tę pracę. Witamy na pokładzie, panno Blackwood.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
— Kiedy zaczynam pracę? — zapytała, patrząc na twarz mężczyzny, który miał brązowe włosy i szare oczy.
— Od poniedziałku. Ma pani jeszcze dwa dni wolnego, panno Blackwood. Jest pani wolna. — odparł Minister Magii.
Dziewczyna jedynie skinęła głową i wyszła z pomieszczenia. Miała dwa dni na przyzwyczajenie się do życia bez miłości. Dla niektórych to za mało, ale młoda kobieta postanowiła sprostać temu zadaniu. W końcu to ona była córką jednego ze szpiegów zwolenników Lorda Voldemorta.

|*| 

Severus Snape tylko mógł patrzeć, jak Madeline Blackwood odchodzi z jego gabinetu i z jego życia. Żałował, że w ogóle się na to zgodził. Dopuścił do siebie te myśli dopiero dwa dni po odejściu rocznika dziewczyny ze szkoły. Był skończonym idiotą.
Nagle do pomieszczenia, w którym przebywał, przyszedł Albus Dumbledore.
— I znowu popełniłeś ten sam błąd, Severusie. Pozwoliłeś odejść kobiecie, którą kochasz. — powiedział przemądrzałym głosem dyrektor Hogwartu.
— Dasz mi za to medal, dyrektorze? Wiem, że znowu zawaliłem. Powinienem iść za to do piekła. — mruknął, opierając się o fotel.
— Gdy panna Blackwood prawdopodobnie wróci do Londynu, powinieneś z nią porozmawiać i się pogodzić. — powiedział głosem bez sprzeciwu i wyszedł, zostawiając mężczyznę samego.
Jednak życie potrafi plątać figle, pomyślał i zaczął czytać książkę. Jednak wiedział, że Albus miał rację. I przekonał się, że kochał Madeline aż do bólu i nie potrafił bez niej wytrzymać.

|*|

Kolejny rozdział za nami. Postanowiłam teraz go opublikować, ponieważ ten rozdział jest zakończeniem pierwszej części opowiadania. Chciałabym podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia na blogu. Mam nadzieję, że na drugiej części opowiadania liczba wzrośnie. Następny rozdział czyli takie wprowadzenie do drugiej części pojawi się, gdy pojawią się trzy komentarze. Trzeba podwyższyć stawkę. Do następnego. All the love xxx :)

 https://media.giphy.com/media/11DYkqa2NRbo1a/giphy.gif
Layout by Alessa Belikov